Artykuł ten zamyka serię o szczepieniach. Temat na czasie, zwłaszcza w obliczu siłowych rozwiązań forsowanych przez  rozmaitych urzędników.

„Oczywista oczywistość”.

Każdy rodzic pragnie ochronić swoje dziecko przed wszelakimi możliwymi chorobami.
Sposoby które wybierają różnią się jednak od siebie zasadniczo.

Sposób pierwszy:

sztuczna immunizacja za pomocą szczepionek. Wybiera go 98 na 100 rodziców. Zauważalna tendencja  spadkowa.

wady:

odporność nie pełna i tylko czasowa. Dlatego też aby tuszować tę zasadniczą wadę, wymyślono tzw. dawki przypominające, co oznacza również dodatkowe dawki aluminium.
Ciekawostką jest że wady te, to jeden z powodów dla których szykanuje się coraz bardziej rodziców nieszczepiących. Szykany te tłumaczone są wydumaną teorią, według której dzieci nieszczepione, (również te z naturalnie nabytą odpornością) są „tykającymi bombami wirusowo -bakteryjnymi” i zarażają dzieci szczepione, co jest oczywiście wyłącznym powodem dla którego chorują te ostatnie.
Teorię tą, bo jest to tylko teoria, nazwano „odpornością stada”. Przeczy ona samej sobie.

Inne wady tej metody to duża ilość powikłań, możliwe choroby autoimmunologiczne, należy wziąć pod uwagę kalectwo, również śmierć.
Dowodem na to jest baza powikłań poszczepiennych (VAERS), której powstanie zostało wymuszone w USA (brak odpowiednika w Polsce).
Na tej podstawie wypłacono już odszkodowania na ogromną kwotę 2 miliardów dolarów!

Szacuje się jednak, że jest tam zgłaszane nie więcej niż 10 procent rzeczywistych przypadków.

zalety metody : tanio i szybko.

obserwacja z życia; wiedza rodziców wybierających tą metodę ogranicza się zazwyczaj do przypadkowego przeczytania kilku zdań ze sponsorowanych artykułów w kolorowych czasopismach. Często jest to także robione za namową lekarza, który rozliczany jest z tzw. „wyszczepialności”, a osiągnięcie pewnych progów jest jego głównym priorytetem.

Sposób drugi:

Utrzymywanie wysokiej odporności naturalnej. Wymaga ciągłej pracy nad dzieckiem i odpowiedniej wiedzy. Wybiera go 2 na 100 rodziców. Zauważalna tendencja zwyżkowa.

wady metody:

Wymaga od rodzica dużo czasu i poświęcenia.
Ciągłe nękanie, szykany i represje ze strony, chcących podbić swoje notowania, rozmaitych urzędników. Ze sporadycznych  rozmów można jednak wywnioskować, że nie posiadają oni nawet podstawowej wiedzy, operują bardziej sloganami niż faktami.
Niestety, wszystko wskazuje, że rodziców wybierających taką metodę czekają coraz częstsze batalie sądowe. Wszystko w obronie zdrowia własnego dziecka.

zalety: jeżeli rodzice wytrwają, największą nagrodą może być zdrowie dziecka, a później dorosłej osoby. Naturalna odporność na całe życie. Należy pamiętać, że naturalna infekcja chroni również przed wieloma innymi schorzeniami.

obserwacja z życia: rodzice tacy, to często osoby dobrze wykształcone, a z pewnością znajdujące czas na poszerzenie wiedzy, rozumiejące że inwestycja w zdrowie dziecka to działanie długofalowe. Przy takim wyborze nie ma już działań na skróty.

OPINIE NAUKOWE.

Zobaczmy co na temat metody pierwszej ma co do powiedzenia pani Lucija Tomljenovic , doktor biochemii z University of British Columbia. Jednym z jej osiągnięć jest to, że w wyniku jej zdecydowanych działań szczepionka HPV nie jest już dłużej zalecana w Japonii.

To co chcemy przybliżyć w tym artykule, to prace badawcze jej zespołu, które objęły zagadnienia związane z wpływem adiuwantów szczepionkowych na funkcjonowanie mózgu.
Jak sama mówi, jednym z powodów dla których zainteresowała się tematem wpływu adiuwantów szczepionkowych na mózg jest… brak badań ukazujących bezpieczeństwo ich stosowania!
Należy tylko domniemywać, że aluminium jest stosowane w szczepionkach od 90 lat, zbyt długo aby przyznać się do błędu.

Drugim powodem jej bezkompromisowej postawy były naciski jakimi była poddawana. Wyniki badań naukowych które przeprowadziła, stawiały w niekorzystnym świetle badany lek statynowy.

Doświadczenie to spowodowało, że jest sceptyczna czytając kontrowersyjne wyniki wielu badań, zwłaszcza tych sponsorowanych przez producentów.

http://dzieci.pl/kat,1033939,title,Kolejne-badania-udowadniaja-brak-zwiazku-pomiedzy-szczepionka-a-autyzmem,wid,17475067,wiadomosc.html?smgputicaid=614bc1

Zasada działania jest prosta i sprawdzona od lat, ktoś opublikuje nieprzychylne polityce szczepień badania, zamawia się kilka innych, które oczywiście temu zaprzeczą.

Tłumaczone, wybrane fragmenty z wywiadu (język mówiony)

Postrzeganie szczepień jako złotego środka.

LT:Problemem jest to, że ludzie przechodzą pranie mózgów pod kątem teorii, że wysoki poziom przeciwciał jest równoważny wysokiemu poziomowi ochrony przed chorobą, ale to po prostu nie jest prawdą. Dowodem na to są epidemie, występujące wśród całkowicie zaszczepionej populacji”.
DM: „Innym przykładem są ludzie, których organizmy nie są w stanie wytworzyć przeciwciał. Ludzie ci pomimo tego defektu nie chorują!!!

AUTYZM…

LT: …”to co zrobiliśmy, to zebraliśmy dane z Amerykańskiego Departamentu Edukacji o Autyzmie z ostatnich kilku dekad. Zrobiliśmy podobne zestawienia z Wielkiej Brytanii i krajów skandynawskich.
Stwierdziliśmy na tej podstawie, że kraje z większą ilością szczepień mają wyższą stopę autyzmu w porównaniu do krajów z mniejszą ilością szczepień. Jeżeli spojrzymy na trend w USA, to widać wyraźną korelację pomiędzy ilością szczepionek i ilością przypadków autyzmu na przestrzeni ostatnich 3 dekad. Ilość ta wręcz eksplodowała.

Zawsze można powiedzieć, że narzędzia diagnostyczne są dokładniejsze, ale jest to argument fałszywy, bo w ostatnich 5 latach odnotowano 70 procentowy wzrost zachorowalności.
Nie jest to wynikiem lepszej diagnostyki, ani genetycznej epidemii, ponieważ geny w populacji nie zmieniają się w 5 letnim okresie. Takie argumenty są po prostu głupie”.

PRZEPROWADZONE BADANIE.

LT:Tak więc zrobiliśmy coś czego nigdy nie zrobiła FDA, nawet z myszami. Wstrzyknęliśmy do organizmu myszy aluminium w ilości, po przeliczeniu odpowiadającej tej którą aplikuje się dzieciom”
To co stwierdziliśmy po 6 miesiącach, a mysz po tym okresie jest dorosła, myszy wykazywały permanentne upośledzenie w zachowaniu. Był to wzrost rozdrażnienia i zakłócenia na poziomie behawioralnym.
Zauważyliśmy również zmniejszenie ilości kontaktów pomiędzy myszami. Potem zaczęliśmy badać geny. Obserwowaliśmy ekspresję genów w mózgu myszy.
Wyselekcjonowaliśmy te 17 spośród nich, które mogą być odpowiedzialne za reakcje neurologiczne i immunologiczne. Szukaliśmy czy jest jakakolwiek zmiana na poziomie genów i białek. To co odkryliśmy to zwiększony poziom TNF-alfa, interferonu gamma oraz makrofagów MCP-1.
Jest to odpowiedź organizmu na stan zapalny mózgu, dorosłej teraz myszy.
Znaleźliśmy również znaczącą degradację neurotransmitera (ACHEl), odpowiedzialnego za wiele funkcji min. tej przypisywanej depresji i rozdrażnieniu. To co zauważyliśmy na poziomie genomu i na poziomie behawioralnym jest spójne, ponieważ z badań nad zmarłymi pacjentami autystycznymi wiemy, że mieli oni chroniczny stan zapalny mózgu.
Autyzm nie wynika tylko ze stanów zapalnych mózgu, to także wina systemu immunologicznego. Te dwa systemu są połączone ze sobą.

Podstawą tego były badania przeprowadzone 30 lat temu. Wiedzieliśmy, że układ immunologiczny i centralny system nerwowy są połączone ze sobą w znacznym stopniu. Komunikują się razem.
Nie możesz wpływać na system odpornościowy nie oddziałując na mózg. Wiemy to również z doświadczenia, kiedy mamy grypę, twój mózg nie funkcjonuje zbyt dobrze.
I znów, ogromna ilość badań ukazuje, że kiedy system odpornościowy jest nadmiernie stymulowany , (np. szczepionkami – dop. redakcji) szczególnie we wczesnej fazie rozwoju, możesz wpłynąć na mózg w sposób niepożądany i możesz spowodować nieodwracalne szkody.

I znowu, badania takie są pomijane, ponieważ mamy wtedy powód żeby kwestionować bezpieczeństwo szczepionek aplikowanych noworodkom.

https://www.youtube.com/watch?v=9ByqAYuoFes

Podsumowanie.

Dawno, dawno temu założono, że adiuwanty z aluminium są obojętne dla zdrowia osób szczepionych i zaczęto je stosować na masową skalę.
Teraz polscy urzędnicy próbują nam wmówić , że po 90 latach słowo „założenie” ma prawie takie samo znaczenie jak słowo „zbadanie”. Co prawda pierwsze i ostatnie literki się zgadzają, ale jak mówi nam popularna reklama „prawie” czyni różnicę. W tym przypadku zasadniczą.

Różnice.

Rzetelny badacz nie kieruje się emocjami, nie lekceważy nowych koncepcji, posiada całkowicie otwarty umysł i nie neguje żadnego poglądu, nim nie wykaże jego mylności.
Niestety, prawdopodobnie inne reguły dotyczą urzędników. Jedyne co można zauważyć w zaistniałych przypadkach to duży komfort psychiczny, charakterystyczny dla osób, które nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny.

Adam Kolaczek i zespół Pz.pl