Osoby w średnim wieku pamiętają zazwyczaj wiele epizodów ze swojego dzieciństwa. Częstym obrazem, który pozostał w pamięci wielu z nas są wspomnienia z przechodzonych chorób, objawiających się zazwyczaj wysoką gorączką i rozpalonym do czerwoności czołem.

Wtedy to nasze mamy, nauczone przez swoje mamy, a nasze babcie, zapędzały takiego małego delikwenta pod grubą, zrobioną z gęsiego puchu pierzynę, niejednokrotnie nakładając na nią jeszcze koc. Częste pomiary rtęciowym termometrem wskazywały niejednokrotnie temperatury powyżej 39 stopni, a czasami rtęciowy słupek wędrował nawet powyżej stopni 40.
Nikt się tym za bardzo nie przejmował, a do porannego rytuału należało przebieranie mokrej od potu pidżamy, wymiana równie przepoconego prześcieradła oraz picie kompotu z agrestu lub gorącej herbaty z cytryną i miodem.

Wyjść spod puchowej izolacji można było tylko do ubikacji, zawsze dodatkowo otulonym w gruby koc.
Wszystko to, połączone z dużą ilością snu trwało zazwyczaj około tygodnia.
W ten sposób, młody człowiek lat sześćdziesiątych pokonywał chorobę i dochodził do zdrowia. Stopniowo i zgodnie z zasadami ustanowionymi przez miliony lat ewolucji.
Wszyscy podświadomie czuli, że takie działania są najlepszą odpowiedzią na chorobę. Wszystko odbywało się w pełnym posłuszeństwie i bez zbędnych pytań.

Reklamy kreujące świadomość i podświadomość.

Po kilku dekadach choroby pozostały te same. Jednak dla współczesnego młodego rodzica, a wielokrotnie także lekarza rodzinnego, do listy chorób dołączyła gorączka. Dla coraz większej liczby osób jest ona chorobą samą w sobie.
Znakiem czasów jest również to, że skoro przy gorączce odczuwalny jest pewien dyskomfort, to należy temu zapobiegać, zwłaszcza kiedy powodująca utrudnienia w normalnym funkcjonowaniu temperatura przekroczy 38 stopni.
Dla pewności, żeby nikt nie zapomniał o walce z gorączką, każdego dnia wyświetla się dziesiątki reklam rozmaitych środków przeciw bólowych i przeciw gorączkowych zarazem.
Czy podwyższona temperatura jest naprawdę tak niekorzystna dla chorego?

Fakty malują całkowicie odmienny obraz rzeczywistości. Dowodem na to jest chociażby wkraczająca do Polski hipertermia.

Hipertermia, czyli sztuczne podnoszenie temperatury organizmu.

Od wielu lat zwykła procedura medyczna w Niemczech. Niestety, pomimo bezspornych korzyści jakie może przynieść w leczeniu wielu chorób, w Polsce jest metodą mało rozpowszechnioną.
Można odnieść wrażenie, że po raz kolejny decydenci dochodzą do wniosku: skoro jest nam tak dobrze, to po co cokolwiek zmieniać?

Czym jest hipertermia?

Hipertermia to metoda podnoszenia temperatury ciała za pomocą źródeł zewnętrznych. Wykorzystuje się tutaj fakt, że bakterie, wirusy i wszelakie patogeny w tym także komórki rakowe giną w temperaturach, które dla komórek zdrowych nie stanowią zagrożenia.

Niezwykle istotne jest również to, że układ odpornościowy chorego z podwyższoną temperaturą zaczyna pracować efektywniej!

W przypadku „podgrzewania” zewnętrznego czyli hipertermii, są to zazwyczaj bezpieczne temperatury nie przekraczające 41,5 st. Celsjusza.

Jak jest stosowana?

Używa się jej w odniesieniu do całego organizmu lub lokalnie. Często ma zastosowanie w przypadku wszelakich infekcji. Sprawdza się idealnie jako metoda na uwolnienie toksyn gromadzących się w tkance tłuszczowej.

Temperatura ciała, a rak.

Z obserwacji wynika, że pacjenci z nowotworami mają temperaturę ciała nieco niższą, około 35 stopni. Może więc, wyższa temperatura będzie mogła zapobiec powstawaniu komórek rakowych, a nawet pomoże w walce z rakiem?

Okazuje się, że tak!

Już od wielu lat i z powodzeniem stosowana jest w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi.
Zaobserwowano również to, że w przypadkach konwencjonalnego leczenia raka, zastosowanie hipertermii powoduje zmniejszenie wymaganych, a zarazem zabójczych dla całego organizmu dawek chemio i radioterapii!
O zasadniczym znaczeniu tego faktu z pewnością nie trzeba przekonywać osób, które przechodziły te zabiegi.

Pionierzy hipertermii.

Największe doświadczenie w tej dziedzinie mają nasi zachodni sąsiedzi. Już wiele lat temu pewien genialny, niemiecki lekarz dr. Issels odkrył, że zwykła gorączka w przypadku jego pacjentów powodowała, że nowotwory znikały!
Dla niedowiarków opisano aż 80 przypadków!
http://www.issels.com/cases.aspx#sthash.zfN2rwoy.dpbs

Podsumowanie.

„Dajcie mi gorączkę, a uleczę każdą chorobę”. Te słowa wypowiedziano w starożytności. Jeden z najlepszych współczesnych specjalistów w leczeniu raka dr. Josef Issels stwierdził z całą stanowczością: „sztucznie wytworzona gorączka ma największy potencjał w leczeniu wielu chorób, włączając w to raka”.

Skoro można w ten sposób zdrowieć z  raka, to można ze wszystkiego!

Adam Kolaczek i zespół PZ.pl